Źródło http://www.fitsugar.com |
Od wielu osób słyszałam, że bardzo się do jogi zraziły po zajęciach w fitnessie. I wcale im się nie dziwię. Tylko że to nie wina jogi. I nawet nie do końca instruktorów.
Kluby fitness stawiają instruktorom jogi nierealne wymagania. Nierealne, bo oczekują od nich, że potraktują jogę jak zwykłą gimnastykę, z instruktorem stojącym przez całe zajęcia przy lustrze, nie podchodzącym do uczestników zajęć, nie korygującym pozycji.
Mam wrażenie, że bierze się to z niewiedzy uczestników zajęć, którzy po wielu godzinach spędzonych w klubie na siłowni, rowerach czy innych TBC, gdzie nikt ich nie poprawiał, a instruktor co najwyżej opowiadał, jak wykonywać ćwiczenie, przeżywają potężny dysonans poznawczy, kiedy instruktor na jodze nagle ich koryguje. Pewnie, nie mieć racji to nic miłego. Ale w jodze chodzi o ciągłe doskonalenie się - a tu bez korekty się nie da.
(Kiedyś oglądałam program, w którym zrobiono eksperyment: zapytano uczestników zajęć w fitnessie o wrażenia po zajęciach. Pierwsze to była uczciwa joga, drugie to jakieś niby-jogowe wygibasy. Wygibasy podobały się bardziej.)
Dziś byłam na zajęciach w klubie, w którym zaczynałam, bo moja ulubiona instruktorka miała tam zastępstwo. I jak normalnie staram się nie rozglądać na boki, to tym razem przecierałam oczy ze zdumienia. Osoby, z którymi chodziłam na zajęcia ponad dwa lata temu, wciąż są na tym samym poziomie - i robią dokładnie te same błędy. Czyli co - po prostu instruktorka ich nie koryguje, nie poprawia - zgodnie z fitnessową filozofią, że przede wszystkim ma być miło. Fatalne podejście, niestety. Tym bardziej się cieszę, że udało mi się trafić na Monikę, która podejście do uczestników zajęć ma wspaniałe, choć nieco surowe, dzięki czemu naprawdę można się rozwinąć - widzę to i po sobie, i po Mężutku - i chyba rosnąca grupa osób chodzących regularnie na jej zajęcia też coś takiego u siebie obserwuje.
I to wszystko w fitnessie. Czyli wystarczy się nie uginać pod nierealnymi oczekiwaniami.
Chętnie poczytam o waszych doświadczeniach z jogą - i w fitnessie, i w szkołach:)
ja ćwiczę w fitness clubie ale u dobrego instruktora; korekta to podstawa przynajmniej na początku praktyki, mnie śmieszą instruktorzy jogi, którzy boją się dotknąć człowieka
OdpowiedzUsuńJa właśnie uciekłam przed taką kobietą, która wygląda, jakby bała się własnego cienia, a co dopiero uczestnika zajęć :D
UsuńChodziłam do dziewczyny, która prowadzi w klubie i na własną rękę. Zajęcia niczym się nie różniły. Były super :)
OdpowiedzUsuńTo super:) Ja na szczęście też mam to szczęście, ale niestety, jak pisałam, różnie bywa...
UsuńKluby po prostu najczęściej oferują "fitnessową jogę" taką komercyjną odmianę ;)To już nie jest to samo ...
UsuńJa myślę, że jednak ta świadomość jest coraz większa i ludzie zdają sobie sprawę z tego, że joga to trochę inny typ zajęć :)
OdpowiedzUsuńChociaż w jednym klubie fitness, do którego chodzę są zajęcia o nazwie JOGA FIT i rzeczywiście, przypominają bardziej gimnastykę opartą o pozycje z jogi :) Ale są bardzo fajne w każdym razie.
Ja w sumie też zaczynałam od takiej niby jogi - Bodybalance się to nazywało, po kwadransie tai chi, jogi i pilatesa. I też mi się bardzo podobało:)
UsuńOsobiście praktykowałam zarówno w szkołach jogi, jak i w fitness klubach. Nie tyle znaczenie ma samo miejsce, co instruktor, prowadzący zajęcia. Dobry instruktor = dobra sesja jogi. Bez względu na miejsce. :)
OdpowiedzUsuń