sobota, 13 kwietnia 2013

Trening personalny - epic fail

No i znowu będzie, że nic mi się nie podoba i tylko narzekam.

Ale to naprawdę nie moja wina.

Zresztą, oceńcie sami.

Poszłam na ten promocyjny trening personalny. Moim coachem okazała się kobieta bez uśmiechu i poczucia humoru. Fajnie, myślę sobie - skoro taka mrukliwa, to pewnie świetny fachowiec, a nie jakaś zagadująca człowieka ściemniara.

Wstawiła mnie na wagę. Coś tam napisała. Wsadziła mnie na orbitreka i powiedziała że przyjdzie po mojej rozgrzewce, a w tym czasie rozpisze mi trening. Coś tam popisała. Przyszła. Pokazała mi palcem, na których maszynach mam robić poszczególne ćwiczenia z pierwszych czterech i zakomunikowała mi, że potem przyjdzie. Potem zaiste przyszła i powiedziała mi, żebym sobie zrobiła dłuższe kardio, a resztę z rozpiski zrobimy sobie innym razem, żebym się nie przemęczyła za bardzo. Na bieżnię wstawiłam się sama.

Puenty nie będzie: to już naprawdę wszystko. Pani więcej czasu spędziła wydając kluczyki w recepcji (nie, recepcjonistka była obecna - widać pani trener personalny lepiej odnajdywała się w tej właśnie roli) i sącząc herbatkę niż ze mną. Tak z pięć razy więcej.

I do dzisiaj nie rozumiem: rozsądek podpowiada, a i na studiach coś takiego mówili, że promocja ma na celu zachęcenie do wykupienia pełnej usługi za pełną cenę. Zachęcenie, a nie ZNIECHĘCENIE. Bo to, co zademonstrowała trenerka z klubu Zdrofit, było na poziomie urągającym wszystkiemu. Takie podejście firmy zniechęca do korzystania z treningów personalnych w ogóle, nie tylko u danego trenera - zwłaszcza, jeśli tak "uhonorowany" klient nie ma żadnego pojęcia, jak trening personalny wyglądać powinien. Bardzo to krótkowzroczne, bo widziałam inne treningi personalne w tym klubie - takie "za kaskię" - i wyglądały OK. Nie wiem, dlaczego klub wymyślił sobie, że do treningów promocyjnych będzie delegować osobę, która w ogóle nie nadaje się do pracy z ludźmi, a pracować sama z siebie chyba po prostu nie lubi.

Wszędzie pisze się, że fitnessowe trendy najbliższej przyszłości to home video i trening personalny właśnie. Tylko że nie wystarczy nazwać rozpisania na kolanie planu treningowego treningiem personalnym. Dla treningu personalnego kluczowe powinno być nawiązanie relacji - ale nie począwszy od momentu pokwitowania wpłaty.

Z rozrzewnieniem wspominam swój pierwszy trening personalny, też rozliczony bezgotówkowo zresztą - było to na tyle dawno temu, że ta nazwa wydawała się dziwna i kulawa:) Trener kwitł przy mnie przez godzinę piętnaście, opowiadając, które mięśnie pracują w danej chwili, co się stanie, jeśli źle ustawię siedzisko czy zabawiając mnie anegdotkami z morałem. Gdybym wtedy miała jakiś konkretny cel, do którego osiągnięcia mógłby się przydać trener, na pewno bym skorzystała.



6 komentarzy:

  1. Faktycznie źle trafiłaś. Tening personalny z świetnym fachowcem jest rewelacyjny. Ta Pani chyba nim pprostu nie była:)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie fajnie.. szkoda, ze niektórzy nie umieją się przyłożyć do tego co robią .
    http://dowakacji.blogspot.com/ zapraszam, mój blog o odchudzaniu.

    OdpowiedzUsuń
  3. Być może dana Pani trener - nie miała od właściciela klubu żadnego profitu za trening z Tobą i ogólnie pierwszymi klientami, więc chciała po prostu odbębnić swoje i mieć spokój. Oczywiście nie zmienia to faktu, że powinna zaprezentować się z jak najlepszej strony, w końcu opinie o własnej osobie też buduje się latami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Albercie, ale właśnie - czy mnie powinno obchodzić na jakich zasadach trener rozlicza się z klubem? Chyba niekoniecznie. To nie trener świadczy mi usługę, tylko klub. Zastanawia mnie po prostu, jak można dopuścić do powstawania takich "standardów".

      Usuń
  4. Jakbym widział Panią ode mnie z siłowni , też tylko siedzi i sączy herbatę , a jak się ktoś coś pyta to ma na to wielką olewkę. Najbardziej mnie śmieszy jak przychodzi ktoś nowy pierwszy raz i chce tylko jednorazową wejściówkę , na to Pani notabene właścicielka siłowni mówi , że można śmiało ćwiczyć ale instruktażu nie będzie bo ona udziela porad tylko jak ktoś od razu karnet kupi. Przykra sprawa zarówno dla niej jak i dla tej osoby. Dla niej bo taka osoba jeśli nie ma jakiegokolwiek pojęcia o ćwiczeniu to zrezygnuje po pierwszym razie no i dla tej osoby bo zmotywowała się do pójścia na siłownie ale bez fachowej pomocy (która liczyła że tam uzyska) możliwe , że nie osiągnie zamierzonych celów. Takie osoby niestety już potem nie wracają ... i tak się zastanawiam czy ona wielka Pani bizneswoman nie wie , że przez swoje lenistwo traci zarówno klientów jak i pieniądze... cóż taki typ człowieka.

    OdpowiedzUsuń
  5. Rzeczywoście szkoda, że tak wyszło. Ja mam za sobą 2 treningi w Zdorfit właśnie (i na kolejne chętnie bym się zapisała, gdybym miała nadmiar gotówki)- ale one były właśnie pełnopłatne. Dobrze, że masz za sobą tez taki, który spełnił Twoje oczekiwania. Przynajmniej rozumiesz koncept ;)
    Myślę, że takie treningi to rzeczywiście może być przyszłość fitnessu... jeśli tylko społeczeństwo się nieco wzbogaci ;)

    OdpowiedzUsuń